W dążeniu do spełniania marzeń nie róbmy nikomu krzywdy – rozmowa z Aleksandrą Krupą, pisarką, mieszkanką Darża

Aleksandra Krupa (fot.: mo/Maszewo24)

MASZEWO – DARŻ. Aleksandra Krupa, mieszkanka Darża (gm. Maszewo) ma na swoim koncie wydanie dwóch książek. W 2017 roku, dzięki m.in. gdyńskiemu Wydawnictwu NovaeRes, na rynku pojawiła się jej pierwsza książka (literatura obyczajowa, romans) pt.: „Projekt mąż”. Dwa lata później czytelnicy mieli okazję poznać bohaterów drugiej książki pani Aleksandry. Mowa o pozycji „Anioł dzieci niczyich”.

Red. Jaka jest historia powstania pierwszej książki? Co się stało, że do tego doszło?

Aleksandra Krupa: – Nic się nie stało, bo nie postanowiłam wydać pierwszej książki. Pamiętam, że pisałam już od dziecka. Zamykałam się w pokoju, bo nie byłam osobą towarzyską i pisałam. Zaczęłam od krótkich tekstów piosenek. Później pisałam poezję. Zachęcali mnie do tego moi nauczyciele ze szkoły. Nigdy jednak nie pisałam, dla „sławy” dla fame`u. Nigdy się z tym „nie wychylałam”. Pisanie mi przynosiło radość i to było dla mnie najważniejsze, bo w tym się spełniałam. Jeśli chodzi o pierwszą książkę („Projekt mąż” – przyp. red.), to nie miałam zamiaru jej wydać. To było coś, co było „schowane w szufladzie”. Mój znajomy jednak poprosił mnie o przesłanie tego, co napisałam. Następnie bez mojej wiedzy wysłał ją do wydawnictwa. Pewnego dnia odbieram e-maila z wiadomością: „Pani Olu jesteśmy zainteresowani wydaniem książki”. W pierwszej chwili zareagowałam – „jakiej książki?”. Tak się zaczęło. Teraz wiem, że mój tekst trafił do bardzo dobrego wydawnictwa, przychylnego pisarzom. Jeśli zatem ktoś chce wydać książkę – mogę w tym pomóc.
Książka „Projekt mąż” była pozycją, nad którą się nie skupiałam, choć powstawała dwa lata. To była „broszurka”. Dopiero, kiedy przysłano mi wydrukowane książki zastanowiłam się „co teraz?”. Wynikało to z faktu, że chyba nie wierzyłam wówczas w siebie.

Red. Teraz pani wierzy w siebie? Jest pani zdania, że marzenia się spełniają?

-Jeśli w dążeniu do spełnienia marzeń nie robimy nikomu krzywdy, to tak.

Red. Jak rozpocząć pisanie książki?

-Tak jak się rozpoczyna życie (uśmiech). Nie ma monopolu na pisanie książek, nie ma schematu. Każdy z nas jest inny. To tak jakby zapytać – jak zacząć dzień. Myślę, że należy zacząć pisanie tak, jak czujemy. Po prostu. Trzeba czuć. Jeśli jednak ktoś uważa, że napisze książkę i będzie „sławny, piękny i bogaty”, to jest w błędzie. To jest bardzo ciężki kawałek chleba. Uważam, że przy pisaniu trzeba pracować nad sobą, konsekwentnie. Jeśli wiem co chcę osiągnąć, to robię to, bez względu na okoliczności. Trzeba robić to, co się kocha.

Red. Mamy napisaną książkę… co dalej?

-Myślę, że zanim znajdziemy wydawcę, których jest bardzo dużo, musimy przygotować się wcześniej na hejt oraz na to, co będzie po wydaniu tej książki. Nie wszyscy są gotowi na ocenę „z zewnątrz”, która czasami może być nieprzyjemna. Po wydaniu mojej pierwszej książki spotkałam się z hejtem w internecie. Nie był to hejt „mocny”, bo ktoś ocenił ją jako nijaką, smętną, etc. Teraz z perspektywy czasu, gdy analizuję moją pierwszą książkę, stwierdzam, że faktycznie ona taka jest. Wówczas jednak nie byłam na tego rodzaju hejt przygotowana.

Red. Pisanie jest pani pasją?

-Myślę, że tak.

Red. Druga pani książka – „Anioł dzieci niczyich”…

-Pisałam ją tydzień, co może wydawać się nierealne. Jestem osobą wierzącą, idącą za Bogiem i w tym upatruję fakt, że po prostu usiadłam i zaczęłam ją pisać. Natchnienie… Ta książka ze mnie „wypłynęła”.

Red. Czy po wydaniu drugiej książki, również pojawił się hejt?

-Nie. Odbiór był bardzo dobry, bardzo ciepły. Byłam wręcz zaskoczona, bo sądziłam, że temat, który poruszyłam, czyli Boga, nie do każdego dotrze. Po jej wydaniu usłyszałam wiele podziękowań, może dlatego, że jest w niej wiele o przebaczaniu.

Red. Ma pani pomysł na trzecią książkę?

-Mam, na kolejne dwie. Pierwsza z nich to kontynuacja „Anioła dzieci niczyich”, a kolejna będzie bazować na tematyce nieco kontrowersyjnej…

Red. To znaczy?

-To znaczy, że pomimo tego, że nie zawsze jest tak jak chcemy, to można znaleźć w tym coś dobrego. Ta myśl będzie ukazana dość drastycznie. Zresztą, takie czasami jest życie, jak się coś „wali”, to konkretnie, że są sytuacje bez wyjścia. Jednak w takich momentach możemy odnaleźć dobro.

Red.: Jak to jest, jako pisarce, autorce, mieszkać w Gminie Maszewo?

-Myślę, że jak w każdej innej gminie. „Dobrze jest tam, gdzie nas nie ma”. Cieszę się, że są zmiany…

Red.: Jakie zmiany?

-Lubię widzieć dobre strony życia i może być to naiwne. Każda gmina ma dobre i złe strony. Cieszmy się jednak z tego co mamy, a mamy niewiele… Trzeba mieć nadzieję, że z czasem wszystko się wyprostuje, że pójdzie do przodu. Ufam, że nowy pan burmistrz, startując na to stanowisko wiedział z czym musi się zmierzyć. Ufam, że jest osobą rozsądną, że ma plan na naszą gminę. Osobiście nie znam pana burmistrza, więc niewiele mogę o nim powiedzieć, ale czy nam się to podoba, czy nie, ufajmy temu człowiekowi i dajmy mu kredyt zaufania. Zobaczymy co będzie się działo, bo może nas bardzo miło zaskoczyć.

Książkę „Anioł dzieci niczyich” można zakupić na stronie https://zaczytani.pl/ksiazka/aniol_dzieci_niczyich,druk

Rozmawiał (mo)